Piast Gliwice - Pogoń Szczecin 0:0
Żółte kartki: Sedlar (Piast), oraz Hołota, Matynia (Pogoń).
Sędziował Krzysztof Jakubik (Siedlce)
Widzów: 3249.
Piast: Szmatuła - Konczkowski (46, Korun), Czerwiński, Sedlar, Kirkeskov - Živec, Jodłowiec (46, Bukata), Dziczek, Vassiljev, Badía (80, Szczepaniak) - Angielski.
Pogoń: Załuska - Niepsuj, Rudol, Dwali, Matynia - Delew (86, Błanik), Hołota (71, Murawski), Drygas, Piotrowski, Frączczak - Buksa (67, Zwoliński).
Piłkarze Pogoni nie sprawili sobie urodzinowego prezentu. Bezbramkowy remis na boisku przeciwnika nie wydaje się złym wynikiem. Tym bardziej, że przewaga nad przedostatnią w tabeli Termaliką wzrosła już do sześciu punktów, jednak przede wszystkim spodziewaliśmy się gry przynajmniej zbliżonej do tego, co zespół zaprezentował przed tygodniem w spotkaniu z Termaliką.
Nie było tej intensywności, tego zapału, tej energii, to była Pogoń zbliżona bardziej do tej za kadencji Macieja Skorży, lub Kazimierza Moskala. Apatyczna, grająca wolno, przewidywalnie, niedokładnie i schematycznie. Wciąż pozostaje natomiast nieskuteczna, w końcówce miała dwie wyborne okazje, których nie wykorzystała.
Pogoń potwierdziła, że traci dużo ze swoich walorów w spotkaniach wyjazdowych. W obecnym roku na boiskach przeciwnika zagrała szósty raz i tylko w jednym spotkaniu - z uwagi na wyjątkowo złą dyspozycje bramkarza - umiała trafiać do bramki przeciwnika.
Strzelecka niemoc w wyjazdowych spotkaniach trwa jeszcze od rundy jesiennej. Pogoń na jedenaście ostatnich spotkań tylko w dwóch zdobywała gole i jest to element, który drużyna pod wodzą Kosty Runjaica na pewno musi poprawić. Pogoń na wyjeździe strzelała ostatnio tylko tym najsłabszym - Termalice i Lechii.
Eksperyment nie udał się
Niemiecki szkoleniowiec zdecydował się na eksperyment na bokach obrony i okazało się, że David Niepsuj i Hubert Matynia nie są na dziś piłkarzami lepszymi od Cornela Rapy i Ricardo Nunesa. Być może szczeciński szkoleniowiec rozpoczął już etap sprawdzania wariantów przed kolejnym sezonem.
Raczej trudno sobie wyobrazić, że o wyborze bocznych obrońców zadecydowała tylko aktualna forma sportowa. Nunes wciąż nie podpisał jeszcze nowej umowy, Rapa natomiast w ostatnim spotkaniu z Termaliką należał do najlepszych w drużynie, a dla Niepsuja był to pierwszy występ w tym roku.
Skoro źle funkcjonowali nasi boczni obrońcy, to tym bardziej sporo do zarzucenia mogliśmy mieć do naszych skrzydłowych. Spas Delew i Adam Frączczak, to były nasze najsłabsze ogniwa. Obaj praktycznie nie zagrażali, podejmowali złe decyzje, gubili piłki, niecelnie podawali.
Nasz kapitan zaprzepaścił najlepszą sytuację już w doliczonym czasie gry, chwile wcześniej znakomitą szanse miał Drygas, ale jego strzał wybronił Szmatuła - zdarza się, natomiast uderzenie Frączczaka z około 10 metrów powędrowało kilka metrów nad bramką. Trudno o bardziej klarowną sytuację.
Marnowany wysiłek
Przez nieskuteczność Frączczaka Pogoń nie zanotowała korzystnego wyniku w Warszawie, trochę szkoda wysiłku partnerów z zespołu, który regularnie jest marnowany przez kapitana. To jest obecnie piłkarz w drużynie, którego przydatność jest bardzo trudna do zdefiniowania.
Pogoń nieco lepiej prezentowała się przed przerwą, kiedy sprawiała wrażenie drużyny chcącej mieć kontrolę nad meczem. Grała wysoko, mecz częściej toczył się na połowie rywala, ale zbyt wielu szans na zdobycie gola nie było. Najlepszą okazję miał Buksa, ale piłka po jego strzale trafiła w słupek.
To nie był tak dobry mecz naszego napastnika, jak przed tygodniem, czy dwoma w Warszawie, ale wynikało to raczej z tego, że cała drużyna poczynała sobie gorzej. Buksa był rzadziej przy piłce, ale zawsze gdy miał ją przy sobie, to robił z niej dobry użytek. W działaniach ofensywnych wspierało go zbyt mało piłkarzy.
Pogoń po przerwie wyglądała zdecydowanie gorzej, nie potrafiła uporządkować gry, na boisku panował chaos. To był jeden z najgorszych tegorocznych meczów tej drużyny, o ile nie najgorszy - tym bardziej przykre, że rozegrany w dniu 70 urodzin klubu. ©℗ Wojciech Parada